sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 4

*oczami Lily*
Zrobiłam sobie małą drzemkę. Przypomniałam sobie, że muszę dać znać ojcu, gdzie się znajduję. Napisałam mu, że spotkałam Liama, zagadałam się z nim, było późno, więc prześpię się u niego. Z czołgałam się z łóżka i powoli zeszłam na dół. Było pusto.
- Justin? - spytałam, lecz odpowiedzi nie uzyskałam. Znalazłam karteczkę na blacie kuchennym. "Lily, Zayn jest już aresztowany. Dałem mu w mordę i teraz policja zatrzymała mnie. Nie martw się, powinienem wrócić. Rozgość się, czuj się jak u siebie. Odpoczywaj. - Justin". - Cholera. - szepnęłam. Od razu wycisnęłam numer do Liama. Znów stał mi się bliski.
- Halo? - usłyszałam w słuchawce.
- Cześć. Możesz przyjechać do Justina? I to szybko. - powiedziałam w pośpiechu.
- Jasne, zaraz będę. - rozłączyłam się. Czekałam na niego jakieś 10-15 minut. Po chwili wszedł do domu. - Co jest? - wręczyłam mu karteczkę, przeczytał ją, a potem zgiął i wyrzucił. - Chcesz jechać, prawda? - spojrzał na mnie "spod byka".
- Zgadłeś. - Liam się tylko uśmiechnął i zachęcił mnie ręką, abym poszła do samochodu. Tak też zrobiłam. Ruszyliśmy w stronę komisariatu. Sama nie wiedziałam, kogo chcę tam odwiedzić. Jednak po dzisiejszym dniu, chciałam wyciągnąć stamtąd Justina. Po chwili byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka, od razu zauważyłam Justina siedzącego na krześle na korytarzu.
- Lily? - zdziwił się, ale nadal był uśmiechnięty.
- To ja. - usiadłam obok niego.
- Miałaś odpoczywać, a ty stary, masz przesrane, że ją nie dopilnowałeś. - wskazał palcem na Liama, po czym obaj zaczęli się śmiać.
- Ej, nie masz żadnych prochów przy sobie? - szepnął Liam w stronę Justina.
- Już od dwóch dni nie biorę, bo nie mam, także spokojnie. - przypomniałam nagle sobie, że przecież Justin też ćpa.
- Przesłuchiwali cię? - szybko zmieniłam temat.
- Tak, teraz przesłuchują Zayna i pewnie będą przesłuchiwali i ciebie. - Justin delikatnie pogładził moją rękę, a ja poczułam dreszcze, przyjemnie dreszcze.
- Dobrze. - również pogłaskałam dłoń Justina, dodałam mu otuchy.
- Pan Bieber? - z jednej z sal wyszedł policjant.
- To ja. - Justin wstał.
- Pójdzie pan z nami. - powiedział stanowczo.
- Gdzie? Przecież byłem przesłuchiwany. - Jus bezradnie rozłożył ręce.
- Tak, wiem, ale aresztowany musi pana rozpoznać. - policjant podszedł do Justina i popchał go delikatnie do przodu. Poszli do sali, a ja zostałam z Liamem.
- Jeszcze przeze mnie tyle kłopotu. - typowa ja, obwinianie się za krzywdy świata.
- Mała, gdyby Justin nie chciał, nie zrobił by tego, ale chciał. - Liam usiadł obok mnie i rozłożył się na krzesełku wzdychając.
- W sumie to masz rację. - siedziałam i czekałam, ale na co, sama nie wiedziałam.
- Panna Lily Jones? Jest tu obecna? - z sali w której był Justin, wyszedł ten sam policjant.
- Jestem. - udałam się w kierunku policjanta.
- Zapraszam. - weszłam do środka, Zayn siedział na krześle w kajdankach, Justin siedział po przeciwnej stronie i się uśmiechał. Usiadłam na krześle, które stało na środku pokoju.
- Dobrze, proszę powiedzieć co zdarzyło się dnia 20 maja bieżącego roku?
- Poszłam do Zayna, powiedziałam mu, że koniec z nami, a on potraktował mnie tak, jak potraktował. - naprawdę było mi ciężko o tym mówić.
- Co pani dokładnie zrobił? - policjant robił notatki.
- Dusił, szarpał za włosy, zapchał ze schodów. - wzrok utrzymywałam na swoich dłoniach.
- Zasłużyłaś. - do rozmowy włączył się Zayn.
- Cicho! - upomniał go policjant.
- A co będzie z Justinem? - skierowałam pytanie do policjanta.
- Mała, będzie dobrze. - usłyszałam głos Justina.
- Pan Bieber jest wolny, nie było żadnego uszczerbku na zdrowiu, dział w obronie pani. - kamień spadł mi z serca. Kątem oka spojrzałam na Justina, nadal był uśmiechnięty.
- A Zayn? - właściwie nie wiem, czemu spytałam.
- Pan Malik zostaje tymczasowo aresztowany. O jego losie zdecyduje sąd. Dziękuje państwu, są państwo wolni. - policjant wstał z miejsca i pokierował nas do drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz, usiadłam na krześle, schowałam twarz w kolana i zaczęłam płakać.
- Co jest? - Justin kucnął obok mnie.
- Straciłam osobę, którą kochałam. To jest okropny ból. Ktoś po prostu wyrwał mi serce. - uniosłam wzrok na Justina.
- Wiem Lily co czujesz. - co miał na myśli? Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
*oczami Justina*
Postanowiłem powiedzieć Lily nieco o moim życiu.
- Wiesz mała, zacząłem ćpać przez nieudaną miłość.
*wspomnienie*
Siedziałem w parku umówiony z Jennifer. W oddali zobaczyłem długonogą blondynkę, zdecydowanie to była moja dziewczyna. Podbiegłem do niej i namiętnie pocałowałem.
- Cześć skarbie. - powiedziałem przerywając pocałunek.
- Cześć. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Jak samopoczucie słonko? - splotłem nasze palce i ruszyliśmy przed siebie.
- Średnio. Mam ochotę kupić kilka ciuszków. - zatrzepotała rzęsami.
- Nie ma problemu. - praktycznie zawsze kupowałem jej ubrania, rodzice są dziani, a jej się nie przelewa. Udaliśmy się do jednej z nielicznych galerii handlowych. Zaczęliśmy rundkę po sklepach. Miałem już kilka siatek. W ostatnim sklepie ktoś ją zaczepił.
- Jennifer? Co ty tu robisz? Tu szukasz pracy? - odwróciłem się i zobaczyłem czarnoskórego mężczyznę koło trzydziestki.
- Pan mnie musiał z kimś pomylić. - widziałem po jej minie, że jest zakłopotana, nie wiedziałem o co chodzi.
- Przestań, zapomniałaś o wczorajszym dniu? - zacząłem się niepokoić, więc stanąłem obok Jen.
- Nie rozumiem. - ona ciągle zaprzeczała.
- A ty jesteś jej facetem? - czarnoskóry mężczyzna zaczął się śmiać.
- Jestem, a co? - przymrużyłem oczy.
- Śpisz z laską, która śpi z całym miastem. - facet po porostu kpił ze mnie, a ja nie rozumiałem dlaczego.
- Może jaśniej? - spytałem.
- Jesteś z prostytutką. - zaczął się śmiać na cały głos, a moja szczęka walnęła o podłogę.
- On gada prawdę? - uniosłem głos w stronę Jen.
- Ja ci to wytłumaczę. Po prostu nie mam pieniędzy, a chcę mieć swoje oszczędności. Po prostu tak wyszło, zrozum mnie. - zaczęła płakać.
- Jesteś pojebana! Spać z facetami za hajs. Od ilu to robisz i mnie okłamujesz? - zacząłem na nią krzyczeć, ale innego wyjścia nie było.
- Od prawie roku. - załamałem się, w ciągu roku spałem z nią sporo razu, mogłem się czymś zarazić.
- A od ilu jesteśmy razem? Półtora roku. Okłamujesz mnie większość naszego związku. Przyznaj się, że nie zależy ci tylko na hajsie, ale po prostu lubisz się pieprzyć. A może mnie nie kochasz, tylko chcesz, abym płacił za ciebie? - wrzeszczałem jej prosto w twarz, ona spuściła głowę. - Wszystko jasne. - wyszedłem wściekły z galerii handlowej, po drodze rzuciłem zakupy w kąt.
Chciałem się odstresować. Przyszedł mi pomysł, aby spróbować czegoś nowego. Poszedłem do parku, zaczepiłem dilera, sprzedał mi jakieś prochy. Poszedłem do domu i wziąłem.
*koniec wspomnienia*
- Potem ćpałem z ćpunami w parku, napatoczyłem się na Liama, a Liam poznał mnie z Harrym. Kilka tygodni później po ukończeniu szkoły rodzice wywalili mnie z domu, bo nie chciałem się leczyć. Wszystko przez jedną szmatę. - spojrzałem na Lily, była zdziwiona, więcej z jej wyrazu twarzy nie mogłem wyczytać.
- Nie nazywaj tak kobiet. - zwróciła mi uwagę za słownictwo.
- Przepraszam. - znów byłem w pozycji stojącej.
- Chcę wrócić do domu Justin. - wymamrotała po czym wstała i udała się do wyjścia.
- Podwieziesz nas? - zwróciłem się do Liama.
- Jasne. - wyszliśmy za Lily. Liam odwiózł nas do mojego domu. Widziałem, że Lily jest bardzo zmęczona dzisiejszym dniem.
- Może naszykuję ci gorącą kąpiel? - spytałem, kiedy Lily wchodziła na górę.
- A mógłbyś? - nagle znalazła się obok mnie i trzepotała rzęsami.
- Oczywiście aniołku. Dam dużo piany i płatek róż. - patrzyłem jej głęboko w oczy, były fascynujące.
- Uwielbiam cię! - ucałowała mój policzek i uciekła na górę. Poszedłem na piętro do łazienki, nalałem dużo płynu do kąpieli, odkręciłem wodę na odpowiednią temperaturę i dodałem płatki czerwonych róż. Znalazłem dwie duże świecie, więc postawiłem je na półce znajdującą się nieopodal wanny. Po kilku minutach wanna była zapełniona wodą.
- Lily, kąpiel gotowa. - powiedziałem pukając w drzwi od sypialni.
- Już idę, tylko. - otworzyła drzwi. - Dasz mi coś do spania? - uśmiechnęła się.
- Jasne, tylko zaczekaj. - poszedłem do sypialni, otworzyłem szafę, w której miałem same elegancie koszule. - Wybieraj. - zachęciłem ją ręką.
- O matko. - wytrzeszczyła oczy. - To poproszę tą. - wzięła niebieską koszulę.
- Bierz. - zamknąłem szafę.
- To idę. - jeszcze nigdy nie widziałem jej tak uśmiechniętej. Zrobiłem mały porządek w pokoju, aby Lily nie musiała tego robić. Po chwili usłyszałem jej pisk i głośne słowa "Matko!". Zaalarmowany podbiegłem pod drzwi łazienki.
- Lily, wszystko dobrze? Coś ci się stało? - zapukałem. Po chwili uchyliły się drzwi, zobaczyłem zapłakaną Lily w samej bieliźnie. Mój wzrok zatrzymał się na siniakach na brzuchu. Były ogromne.
- Patrz co on mi zrobił. - nagle zaczęła się trząść, nie wiedziałem co zrobić, ona sama podeszła do mnie i mocno się przytuliła. Objąłem jej drobne ciało swymi ramionami. Wyglądała jak małe bezbronne dziecko, a jednocześnie jak seksowna kobieta. - Przepraszam. - otarła łzy rączkami.
- Pamiętaj, że masz mnie, Liama i Harrego, tak? - delikatnie trzymałem jej ramiona. Nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową i wróciła do łazienki. Miałem ochotę zabić tego skurwiela, ale wiedziałem, że mogę trafić nawet za kratki. Skończyłem porządki w pokoju, udałem się do kuchni w celu zrobienia kolacji. Było już późno, więc zrobiłem szybkie kanapki. Usłyszałem małe kroki na schodach, Lily była już uśmiechnięta, cieszyłem się z tego powodu. Usiadła na krześle obok stołu. Nic nie mówiła, tylko jadła.
- Smaczne. - uśmiechała się.
- Widzisz jaki kucharz ze mnie. - ja również jadłem.
- Justin, mam takie pytanie. - przerwała jedzenie.
- Słucham? - patrzyłem na nią.
- Myślałeś kiedyś, aby przestać ćpać? Zmienić coś w swoim życiu? - zaskoczyło mnie jej pytanie.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Przywykłem do tego trybu życia. - uważnie się jej przyglądałem, nie wiedziałem co ma na myśli.
- I nie chcesz zobaczyć się z rodzicami? - przyznam, szokowały mnie jej pytania.
- Sądzę, że oni tego nie chcą. - straciłem apetyt, Lily też.
- Czemu jesteś taki pewny? - Lily odsunęła od siebie talerz z kanapkami.
- Znam ich za dobrze. - zacząłem sprzątać ze stołu. Milczeliśmy chwilę.
- Idę spać, dobranoc Justin. - powiedziała czule po czym udała się na górę.
- Dobranoc. - odpowiedziałem po czym udałem się do "pokoju gościnnego". Wziąłem potrzebne rzeczy wziąłem prysznic. Wytarłem ciało i nałożyłem bokserki. Nie miałem zamiaru spać inaczej, bo pod moim dachem jest Lily. Podszedłem do lusterka, ułożyłem włosy, a na koniec je wysuszyłem. Udałem się do pokoju, położyłem się na łóżko i zasnąłem.
*
Obudził mnie dźwięk otwierających się drzwi. Otworzyłem oczy, w pokoju panowała jeszcze ciemność.
- Justin? - to był głos Lily.
- Mała, co jest? - zaświeciłem lampkę, która stała obok mojego łóżka. Lily usiadła obok mnie.
- Byłam na dole, aby się czegoś napić i ktoś otwierał kluczem drzwi do domu. Przeraziłam się i przybiegłam do ciebie. - spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem, przecież nikt nie miał kluczy do mojego domu.
- Jesteś pewna? - wstałem z łóżka, zaraz poczułem wzrok Lily na sobie.
- Jestem pewna Justin. - przytaknęła głową.
- Zostań, pójdę sprawdzić. - nie ukrywam, sam byłem lekko zdziwiony jak i przestraszony.
- Nie, nie zostanę sama. - zaraz złapała się mojej ręki i zeszliśmy na dół. Zaświeciłem światło, zwiedziłem wszystkie zakamarki, lecz nikogo nie było. - Może sprawdź drzwi wejściowe. - wyszeptała Lily, która trzymała się mojej ręki.
- Masz rację. - podszedłem do drzwi i złapałem za klamkę, faktycznie były otwarte. Chciałem zadzwonić na policję, ale mogę mieć w domu prochy.
- Justin, boję się. - Lily praktycznie wisiała mi na szyi.
- Nie bój się, wszystko jest pod kontrolą. - pogłaskałem ją po dłoni, następnie zamknąłem drzwi i wróciliśmy na górę.
- Mogę spać z tobą? - dziewczyna trzepotała rzęsami, w jej oczach gościł strach.
- Nie widzę problemu, ale jeśli mnie się boisz, to musisz przynieść oddzielną kołdrę. - zaśmiałem się.
- Ufam ci. - oboje staliśmy nad łóżkiem w pokoju gościnnym.
- Skoro tak. - położyłem się na łóżku, mała zrobiła to samo. Przykryłem nas kołdrą, Lily odwróciła się plecami do mnie.
- Dobranoc Justin. - usłyszałem.
- Dobranoc Lily. - odpowiedziałem.
*
Obudziłem się sam z siebie. Chciałem się podnieść, lecz coś mi przeszkodziło. Spojrzałem na swoją klatkę, leżała na niej ręka Lily, a na ramieniu jej głowa. Kilka dni temu bym to wykorzystał, ale teraz poznałem Lily, wiem jaka jest. Nie chciałbym jej skrzywdzić. Delikatnie wziąłem jej rękę i odłożyłem na łóżko. Wstałem, nałożyłem szare dresy i udałem się na dół. Ciągle chodziło mi po głowie to wczorajsze zamieszanie, byłem kompletnie zdezorientowany. Poczułem straszną ochotę na marychę, otworzyłem szufladę w salonie, poszperałem - pusto. Poszukałem prochów - pusto.
- Cholera. - wydukałem.
- Coś się stało? - poczułem malutkie dłonie na moich plecach.
- Nic, nic. - odwróciłem się w stronę Lily. - Obudziłem cię? - wróciliśmy do kuchni.
- Nie, chciałam się na ciebie położyć, ale znikłeś. - zaśmiała się.
- Prowokujesz, ach prowokujesz. - pokręciłem głową.
- Oj zdaje ci się. - usiadła na blacie. - To co jemy? - rozglądnęła się po kuchni.
- Myślałem, że ty coś zrobisz. - podrapałem się po głowie.
- Wiesz, nie jestem głodna. - zeszła z blatu i zaczęła chodzić po kuchni śmiejąc się.
- Brałaś coś? - zaśmiałem się podchodząc do niej.
- Coś ty, już nie biorę. - no tak, historia z Liamem.
- Na pewno? - spojrzałem jej w oczy, były naturalne.
- Na pewno tato. - parsknęła śmiechem.
- No dobra, to co jemy? - usłyszałem pukanie do drzwi.
- Otworzę. - Lily pośpiesznie poleciała do drzwi, otworzyła, był to Liam i Harry.
- Ołł, co tu się dzieje? - Liam przeleciał wzrokiem Lily, która była nadal w mojej koszuli, wiedziałem dobrze, co chciałby zrobić w tym momencie.
- Kontrola. - Harry wpadł do domu, za nim Liam.
- Nic, jesteśmy grzeczni! - uniosłem ręce do góry.
- Jasne Bieber, za dobrze cię znam. - Liam rzucił mi mały woreczek z białą zawartością, wiedział czego mi trzeba było do pełnego szczęścia.
- Dzięki stary. Hajs tam gdzie zawsze. - krzyknąłem w jego stronę. Zapomniałem, że Lily na to patrzy.
- Justin. - nagle Lily wyrwała mi woreczek z ręki. - Nie chcesz tego brać. - widziałem na jej twarzy złość.
- Słuchaj Lily, dobrze wiesz, że jestem ćpunem. Wiedziałaś, do kogo się pakujesz. - właściwie to chyba trochę przesadziłem.
- Justin, chcę ci pomóc. - co ona pieprzy?
- Chcesz pomóc ćpunowi? - zacząłem się śmiać. - Mała, nie bądź śmieszna.
- Justin! - dostałem z liścia. Był to jej błąd...
_______________

proszę, rozdział 4 gotowy.  jest was bardzo mało - dlaczego? chcecie abym dalej pisała, to możecie "rozsławić" bloga, ponieważ nie opłaca mi się pisać dla kilku osób..
komentujesz=motywujesz!

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 3

*oczami Lily*
- Co? - spojrzałam na Justina z niedowierzaniem.
- Myślałem, że raz to nic takiego, no ale się pomyliłem. Zayn wracał raz taki przygnębiony, szkoda mi go było, chciałem aby się rozluźnił, nie sądziłem, że zacznie ćpać.
- Justin, to było cholernie głupie, wiesz? - podeszłam do niego bliżej. - Cholernie. - poczułam jedną samotną łez, spływającą po moim policzku.
- Lily, przepraszam. - wybełkotał.
- Mnie nie przepraszaj, przeproś Zayna, któremu rozpierdoliłeś życie. - odwróciłam się gwałtownie i wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Potrzebowałam rozmowy z kimś bliskim. Pierwsza myśl - Max. Jestem na niego wściekła, więc nie mam ochoty na dalsze kłótnie. Nogi zaprowadziły mnie do Zayna, wiem, strasznie głupie.
- Zayn? - weszłam do pustego domu.
- Lily, jestem tu. - usłyszałam nagle krzyk z pokoju na górze, od razu się do niego udałam.
- Zayn, musimy pogadać. - weszłam do pokoju, Zayn leżał na łóżku i czytał książkę, nigdy tego nie robił, wolał obejrzeć film. - Czytasz? - zaczęłam się śmiać, usiadłam na łóżku obok niego.
- Czytam, zmieniam swoje życie. - dał mi do ręki jakąś karteczkę, spojrzałam na nią i zobaczyłam duży i wytłuszczony napis "KLINIKA UZALEŻNIEŃ". - Lily, to dla ciebie, nie chcę abyś zapomniała o mnie, chcę być z tobą. - uśmiechał się, a mnie w środku dusiło.
- Zayn, będziesz w zakładzie zamkniętym, może to trwać tygodniami, miesiącami, myślisz, że o tobie nie zapomnę? Będę chciała być otwarta na nowe znajomości, związki. Nie będę siedziała w domu i czekała na ciebie, tak pięknie nie ma. - patrzyłam na niego i po chwili zdałam sobie sprawę, że jest na głodzie.
- Nie Lily, będziesz tylko ze mną, nie oddam cię nikomu rozumiesz? - uniósł głos, wiedziałam, że nic dobrego  tego nie wyniknie.
- Zayn, uspokój się najpierw. - złapałam go za rękę, myśląc, że to coś pomoże. On szybko złapał mnie za nadgarstek i mocno ścisnął. - Ałł, puść to boli! - zaczęłam krzyczeć.
- Lily, skarbie, masz wybór - albo będziesz ze mną, albo z nikim innym, rozumiesz? - przybliżył się do mnie, a mnie oblał paraliż, byłam przerażona, nie wiedziałam do czego zmierza.
- My już nie będziemy razem. - wydukałam po chwili ciszy. Zayn wpadł w szał, położył mnie na łózko, jedną ręką trzymał moje nadgarstki, a drugą zaczął mnie dusić. Powoli zaczynało braknąć mi tlenu, zaczęłam bezskutecznie kopać nogami, ale Zayn się nie ugiął. Po chwili puścił moją szyję i zaczął okładać moją twarz pięściami. Nigdy nie doznałam takiego bólu fizycznego i psychicznego. Na jego rękach zobaczyłam krew, wtedy uświadomiłam sobie, że to może być koniec.
- Masz za swoje szmato! - warknął po czym ciągnąc mnie za włosy zrzucił z łóżka. Nie miałam siły się podnieść, chciałam stamtąd uciec i nie wrócić. Zayn widząc, że się nie podnoszę postanowił jeszcze się na nade mną poznęcać. - A teraz wypierdalaj z mojego domu! - i tak po prostu zepchnął mnie ze schodów. Obiłam się aż po drzwi wejściowe. Resztkami sił otworzyłam drzwi i wyczołgałam się na zewnątrz. Usiadłam na krawężniku, łapałam tlen. Na krawężniku zobaczyłam krew, która ścieka z mojej twarzy, otarłam twarz ręką. Po chwili usłyszałam śmiechy, kątem oka spojrzałam w lewą stronę, nie miałam siły odwrócić głowy, ale byłam pewna, że to Justin, Liam i Harry. Miałam rację, Justin zaraz był obok mnie.
- Lily, słyszysz mnie? - szybko klęczał przy mnie, odgarnął moje włosy z twarzy. - Matko.. - usłyszałam.
- Lily, co się stało? - Liam również interweniował.
- Powiedziałam mu, że to koniec, chciał mnie zabić. - wydukałam ostatkami sił, po czym położyłam się na krawężnik.
- Zajmijcie się nią. - Justin szybko wszedł do domu, a chłopaki zadzwonili po karetkę.
- Zayn może sobie coś zrobić, nie myśli racjonalnie, poza tym Justin go zabije, ratujcie go. - wydałam rozkaz.
- On cię prawie zabił, a ty chcesz go ratować? - Harry powiedział ironicznie, miał rację, więc już byłam cicho.
Po chwili nadjechała karetka, Harry i Liam poprowadzili mnie do niej. Jeden z lekarzy pytał się mnie, co mi się stało, nie miałam siły, aby odpowiadać, więc Liam się tym zajął. Mężczyzna chciał zadzwonić na policję, ale stanowczo zabroniłam.
- Musi pani jechać do szpitala. - usłyszałam z ust lekarza.
- To konieczne doktorze? - wydukałam.
- Stwierdziłem u ciebie połamane żebra, trzeba zrobić prześwietlenie, aby potwierdzić diagnozę. - wzdychnęłam, po czym pokiwałam lekko głową zgadzając się.
- Sprawdźcie, czy żyją. - uśmiechnęłam się do chłopaków, następnie wsiadłam do karetki i pojechałam do szpitala.
*oczami Justina*
Kiedy zobaczyłem Lily w tym stanie moje serce rozdupczyło się na miliony kawałków. Ta mała ma coś w sobie, że mnie tak cholernie do siebie przyciąga. Wpadłem do domu Zayna i udałem się na górę.
- Pierdolony sukinkocie! - jak zwykle rzuciłem się na niego. Mogłem opanować to, że od 2 dni jestem na głodzie, lata praktyki.
- Weź stary wyjdź, nie ma kogo żałować. Mała szmaciuga. - kiedy to usłyszałem, myślałem że umrę. Jak można tak mówić o jakiejkolwiek kobiecie?
- To twoja była dziewczyna, kochasz ją, a chciałeś ją zabić, powinieneś się leczyć w psychiatryku. Ona jest jeszcze mała, a ty ją tak potraktowałeś. Nie mogę w to uwierzyć stary. Naucz się w końcu opanowywać swój głód. - powoli się uspokoiłem, ale przypomniałem sobie obraz ledwo żywej Lili. - Ale ci nie odpuszczę. - zacząłem okładać go sierpowymi, nie wiem czy chciałem go zabić, czy go czegoś nauczyć. Chciałem, aby cierpiał jak ta mała, słodka istotka.
- Justin, spokojnie. - ktoś mnie odciągnął, nie ktoś a Harry i Liam.
- Szkoda mi czasu na ciebie. - splunąłem jeszcze na niego i wyszedłem z domu, Lily nie było. - Gdzie Lily? - rozejrzałem się wokół domu.
- Pojechała do szpitala na dalsze badania. - Liam poklepał mnie po plecach.
- To na co czekamy, my też jedziemy. - zacząłem biec w stronę mojego domu po auto. Chwile potem siedzieliśmy w środku i jechaliśmy w stronę szpitala. Po 10 minutach drogi byliśmy już na miejscu.
- Przepraszam, gdzie leży Lily Jones? - spytałem recepcjonistki.
- Sala nr. 18.
- Dziękuję. - udałem się do sali, Lily siedziała na łóżku, a obok niej jakiś chłopak. W środku poczułem... zazdrość? - Lily, wszystko dobrze? - zadałem pytanie wchodząc do sali.
- Tak, już jest lepiej. - Lily uśmiechnęła się do mnie.
- Ten koleś ci przeszkadza? - zaśmiałem się wskazując na nieznajomego mi kolegę.
- To jest Paul, przyjaciel Zayna, pracuje tu, zadzwoniłam do niego, żeby mnie zbadał. - podałem kolesiowi rękę, aby się przywitać.
- Justin. - powiedziałem.
- Paul. - odpowiedział.
- Z małą wszystko dobrze? - spytałem, siadając na jednym z krześle stojącym nieopodal łóżka.
- W miarę tak. Zrobiłem jej kilka podstawowych badań, czekamy na wyniki prześwietlania, być może ma złamane żebra. - wtedy do sali weszła pielęgniarka, podając Paulowi duża, białą kopertę. - Już są. - wyciągnął z niej prześwietlenie, podszedł do okna i ją przeglądał.
- I co? - dopytywałem.
- Dwa złamane żebra, reszta w dobrym stanie. - uśmiechnął się do Lily, a mnie się to nie spodobało, ale przemilczałem sprawę.
- Mogę wrócić do domu? - usłyszałem cichutki głosik.
- Tak, tylko masz leżeć. - Paul wskazał palcem na Lily.
- Tak panie doktorze. - zaśmiała się.
- A i Lily. - Paul wychodził, ale się cofnął. - Muszę zgłosić to na policję. - ponownie usiadł obok niej.
- Nie Paul, nie chcę, aby miał problemy przeze mnie. Ma już wystarczająco dużo kłopotów. - posmutniała, widziałem, że nadal bardzo go kocha.
- Mała, on chciał cię zabić, a ty go bronisz? - do rozmowy włączył się Liam.
- Sama nie wiem. - głośno wzdychnęła.
- Powiadamiam policję. - Paul wyszedł z sali.
- Pomóżcie mu. - Lily powiedziała błagalnym głosem. - Będzie siedział, a ja nie chcę czuć się winna. Poza tym on nie był sobą. - widziałem jak ociera jedną, samotną łez.
- My też ćpamy, ale czy robimy takie rzeczy? Ponoć gdy się jest na głodzie, to wychodzi prawdziwe oblicze człowieka. Widzisz, jaki jest Zayn. - Liam również martwił się o małą.
- Zayn nigdy by mnie nie uderzył, nawet nie uniósł na mnie głosu, nigdy. - spojrzała na nas załzawionymi oczami.
- Musi odpowiedzieć za to, co zrobił. - wstałem z krzesła, aby pomóc Lily wstać, lecz ona odepchnęła mnie. - Chodź, odwiozę cię do domu. - kucnąłem przy niej, chciałem jej pomóc.
- Zadzwonię po ojca. - nawet na mnie nie spojrzała.
- I powiesz mu, że pobił się były chłopak ćpun? - uniosłem jej głowę, aby na mnie spojrzała. Zamilkła.
- Może pojedziesz do Justina, spędzisz tam noc, a ojcu powiesz, że zostałaś na noc u koleżanki. - Harry dał pomysł.
- Nie mam koleżanek, wole towarzystwo chłopaków, laski są fałszywe. - wstała z łóżka. - Powiem, że zagadałam się z Liamem, przecież dawno się nie widzieliśmy. Ojciec cię lubił. - pasowała mi taka propozycja. Udaliśmy się do samochodu, odwieźliśmy chłopaków do domu, a we dwoje pojechaliśmy do mnie do domu.
- Chodź. - pomogłem jej wysiąść z samochodu.
- Dziękuję. - posłała mi uśmiech. Weszliśmy do domu, odprowadziłem ją do mojej sypialni, będzie jej tam wygodniej. - Nie masz nic przeciwko, prawda? - zapytała, kiedy już wychodziłem z pokoju.
- Ależ skąd, cieszę się, że nie będę sam. - zaśmiałem się i wyszedłem z pokoju. Udałem się do kuchni, nalałem w szklankę wody i się napiłem. Ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem i byłem w szoku. Zobaczyłem dwóch policjantów. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to to, że szukają Lily.
- Pan Justin Bieber? - jeden z policjantów pomachał mi legitymacją przed oczyma.
- Tak, to ja. W czym mogę pomóc? - nie lubiłem psów, kilka razy siedziałem na dołku.
- Jest pan zatrzymany pod zarzutem pobicia. Pojedzie pan z nami. - wiedziałem, że aresztowali już Zayna, byłem zajebiście wkurwiony.
- Tak, tylko proszę dać mi chwilę. - wziąłem kartkę i zapisałem wiadomość dla Lily. I wyszedłem z policjantami.

_________

na początku chciałam was przeprosić za to, że tak długo nie dodawałam tego rozdziału, ale zaczęły mi się poprawki w szkole. teraz na wakacjach postaram się dodawać częściej rozdziały, ale będzie to też zależało od ilości czytelników.
komentujesz = motywujesz! :)