sobota, 9 maja 2015

Rozdział 2

*oczami Justina*
Siedzieliśmy tak przez kilka minut. Lily była załamana, a ja ją dobrze rozumiałem.
- Muszę iść. - nagle wyrwała się z moich objęć.
- Obiecaj mi, że nic sobie nie zrobisz. - patrzyłem na nią.
- Przestań, nie znamy się, a ty mi tu z takimi tekstami wylatujesz. - byłem w szoku, przecież chwilę temu sama do mnie lgnęła.
- Mała, co jest? Przecież sama dałaś mi się objąć, a teraz krzyczysz, że się nie znamy. - Lily udała się w lewą stronę i zaczęła iść. Nie pobiegłem za nią, bo wiedziałem, że chce być sama. Sam udałem się do domu. Kiedy byłem bliżej domu, zobaczyłem dwóch moich kumpli - Liama i Harrego.
- Stary, gdzie ty się szlajasz? - przywitałem się z nimi po męsku.
- A wy znów naćpani. - zaśmiałem się, po czym wpuściłem ich do domu. Nie widzieliśmy się ze dwa tygodnie, chłopaki wyjechali rozwozić dragi w innym mieście.
- To gdzie byłeś? Znów Zayn za mocno po ćpał? - chłopaki zaczęli się śmiać, mi jakoś nie było do śmiechu.
- Byłem u niego, ale dziś nic nie brał, bił swoją dziewczynę, musiałem mu przerwać. - Liam i Harry wymielili między sobą znaczące spojrzenia.
- Od kiedy jesteś taki rycerski? - Liam spojrzał na mnie pytająco, po czym z kieszeni wyciągnął skręta i zaczął palić.
- No ale jaka ona jest, hm? - wyrwał się Harry.
- Jest młoda, ma chyba z 17 lat, ale z wyglądu wygląda bardzo dorosło, więc pan Bieber musi się za nią wziąć. - usiadłem obok chłopaków, wyciągnąłem woreczek z białą, sypką zawartością, rozsypałem na stół, zrobiłem 3 kreski dla każdego, po chwili już nich nie było. - Ale ta mała jest trudna z charakteru. - zapaliłem papierosa.
- To nie możesz jej olać i po prostu wziąć pierwszą lepszą? - Liam wyją z lodówki 3 piwa, otworzył i podał nam.
- Nie, ona ma to coś. Zayn to szczęściarz. - uśmiechnąłem się na myśl o Lily.
- Jak chcesz ją zaliczyć, skoro ta mała to laska Zayna? On cię zapierdoli. - Harry martwił się o mój tyłek .
- Spokojnie, zerwała dziś z nim, maleńka jest sama i smutna po zerwaniu, potrzebuje kogoś takiego jak ja...
*oczami Lily*
Obudziłam się przez promienie słoneczne, które wpadały przez moje okno. Spojrzałam na zegar, wskazywał 7:10. Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i ułożyłam je, a następnie wyprostowałam. Zrobiłam sobie lekki makijaż, choć przeważnie nigdy się nie malowałam. Ubrałam na siebie luźne spodenki i bokserkę, a następnie wyszłam z domu.
Weszłam do budynku szkoły, Max stał przy mojej szafce.
- Hej. - pocałowałam go w policzek. Max był dla mnie jak brat, mogłam mu powiedzieć wszystko, ufałam mu bezgranicznie.
- Cześć Lily. - uśmiechnął się, kiedy go ucałowałam. - Jak tam? - stał oparty o moją szafkę.
- Chciałabym wziąć książki. - zaśmiałam się, a on odsunął się od mojej szafki i oparł się o inną. - Wszystko dobrze, a u ciebie? - wyciągnęłam potrzebne książki i spakowałam do torby.
- Niezbyt fajnie. - odparł.
- Co się dzieje? - przeraziłam się, na prawdę.
- Po zakończeniu roku wyprowadzam się z rodzicami do Detroit, klub rodziców upadł, ojciec w Nowym Jorku nie może znaleźć pracy, matka też.. Ojciec postanowił wyjechać do swojej ciotki do Detroit, ja z matką wyjeżdżamy po zakończeniu roku szkolnego, a on jedzie już jutro.. - zajebiście, zostanę sama, ojciec pracuje, Max wyjeżdża, Zayna już nie ma....
- Żartujesz? - zaśmiałam się.
- Nie Lily. Wyjeżdżam za miesiąc. - ciągle stał oparty o szafkę.
- Max, powiedz mi co ze mną jest nie tak, że każdy mnie zostawia? - do moich oczu napłynęły łzy.
- Lily, jesteś fantastyczną dziewczyną, na prawdę nie chcę cię zostawiać, ale muszę. - nie chciałam go teraz widzieć, poszłam w stronę klasy. - Lily, zaczekaj! - usłyszałam w oddali.
Po skończonych lekcjach wyszłam ze szkoły, widziałam puste laski, które stały obok drzwi i o czymś plotkowały, patrzyły na jakiegoś kolesia, który stał przy czarnym BMW. Przymrużyłam oczy, aby lepiej zobaczyć, był to Justin. Udałam się szybko w stronę bramy, aby się z nim nie spotkać.
- Lily! - poczułam szarpnięcie.
- Justin, czego ty chcesz? - odwróciłam się do niego przodem, spotkałam się z jego brązowymi tęczówkami, były hipnotyzujące, ale przeważnie ciągle powiększone, ale teraz nie, były naturalnego rozmiaru.
- Lily, ja nie wiem co ty masz w sobie, ale mnie ciągnie do ciebie. - położył dłoń na moim policzku, miałam odczucie jakby miał zaraz zaatakować moje usta.
- Chcesz, aby Zayn cię zabił? - uniosłam swoje brwi do góry, a on powoli zbliżał się do mnie, czułam jego oddech na mojej twarzy.
- Justin! - krzyknęłam delikatnie przy tym go policzkując.
- Ej, mała. - złapał mnie za ramiona. - Nie podoba ci się? - zaśmiał się.
- Nie! - wyrwałam się i pobiegłam w stronę domu. Miałam już dość chłopaków, każdy mnie wystawia.
Weszłam do domu, zdziwiłam się, bo drzwi były otwarte. Udałam się do środka, w kuchni siedział mój ojciec i pił kawę.
- Tato? - zdziwiłam się.
- Cześć córeczko. - uśmiechnął się.
- Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś w pracy? - ojciec po śmierci mamy zaczął pracować dniami i nocami, dla mnie w ogóle nie miał czasu.
- Wziąłem sobie wolne kochanie, zaniedbałem cię i postanowiłem ci to wynagrodzić. - widziałam po jego minie, że jest smutny, przygnębiony.
- Widzę, że kłamiesz. Powiedz, co się dzieje. - usiadłam na przeciw niego.
- Nic córciu, nic. - uśmiechnął się po raz kolejny, ale sztucznie.
- Tato. - podniosłam głos, aby powiedział mi o co chodzi.
- Zwolnili mnie. - od razu spuścił głowę w dół, a mnie zszokowało.
- Nie przejmuj się, znajdziesz sobie nową i może nawet lepszą. - uśmiechnęłam się i pogładziłam ojca po ręku. - A teraz przepraszam, ale idę do siebie. - udałam się schodami na górę do mojego niedużego pokoju.
Kiedy kończyłam odrabiać lekcje, wpadłam na pomysł, aby odwiedzić Justina i złożyć mu pewną propozycję. Nie wiedziałam, gdzie mieszka, więc musiałam iść do domu Zayna.
- Wychodzę tato. - krzyknęłam do ojca, który przeglądał gazetę. Wyszłam z domu i udałam się do Zayna. Po chwili byłam na miejscu. Wiedziałam, że Zayn pewnie jest naćpany, więc weszłam do środka bez pukania. Zayn gotował. Byłam w szoku, ponieważ zawsze upierał się, że nie potrafi.
- Cześć. - wychlipałam.
- Hej. - odparł krótko. - Siadaj gdzieś. - usiadłam na blacie, lubiłam tam siedzieć, ponieważ widziałam wszystko lepiej.
- Zayn, mam prośbę. - spojrzałam na niego, a on od razu rzucił krojenie warzyw i momentalnie znalazł się na przeciw mnie.
- Słucham. - patrzył na mnie takim samym wzrokiem, jak kilka lat temu, kiedy się poznawaliśmy.
- Potrzebuje adresu. - ściszyłam głos.
- Czyjego? - ciągle na mnie patrzył.
- Justina. - momentalnie jego pięści, które spokojnie spoczywały na blacie zacisnęły się, tak samo jak jego szczęka.
- Po chuj? - wyszeptał mi w twarz.
- Mam do niego sprawę, chociaż wiesz, że nie powinnam ci się tłumaczyć. - spojrzałam mu w oczy, były niesamowite, przypominały trochę oczy Justina.
- Chwila. - wziął karteczkę, długopis i zapisał adres. - Proszę. - dał mi go.
- Dziękuję. - chciałam wstać, ale Zayn stał przede mną i widocznie nie chciał mnie puścić.
- Lily, jesteś pewna? - złapał mnie za rękę.
- Czego? - przymrużyłam oczy patrząc na niego.
- Naszego rozstania. Lily, najważniejsze jest uczucie, to co do siebie czujemy. Kochamy się, a ty chcesz mnie zostawić dlatego, że ćpam? - objął mnie w tali, dobrze wiedziałam, co chce zrobić. Pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam. Uwielbiałam kiedy jego usta całowały moje. Wplątałam moje ręce w jego włosy, on uniósł mnie, a ja zaplątałam nogi, aby nie upaść. Nasz pocałunek ciągle trwał, a my wylądowaliśmy na kanapie. Zayn chciał mnie rozebrać, ale opamiętałam się w porę.
- Zayn. - przerwałam i złapałam wdech.
- Mała, było wspaniale, a ty chcesz to zepsuć. - jego ciało spoczywało na łokciach nade mną.
- Zayn, pogódź się to koniec. - odepchnęłam go od siebie i wyszłam. Musiałam chwilę ochłonąć, więc chwilę postałam. Następnie udałam się pod podany mi adres. Szłam powoli, nigdzie się nie śpieszyłam. Doszłam pod duży, biały dom. Zadzwoniłam dzwonkiem, nie musiałam długo czekać, drzwi otworzył mi Justin. Mogłam zauważyć, że jest czysty. Kolejny raz.
- Co ty tu robisz? - uśmiechnął się na mój widok.
- Mam sprawę. - odwzajemniłam uśmiech.
- Wchodź i kieruj się do salonu. Kumple zaraz przyjdą, nie masz nic przeciwko? - weszłam do środka, Justin zamknął za mną drzwi.
- Nie, nie. - Justin pokierował mnie do salonu, a kiedy już byłam w salonie usiadłam na kanapie.
- Mów, jaka sprawa. - usiadł na przeciw mnie.
- Wiem, że sprzedajesz prochy... - nagle przerwał mi jego głos.
- Mała, chyba nie chcesz, żebym ci sprzedał? - zaśmiał się, lecz po chwili był już poważny.
- Nie, chcę trochę zarobić. Ojciec stracił pracę, chcę pomóc. - patrzyłam na niego błagalnymi oczami.
- Lily, oszalałaś?! - podniósł głos, a ja aż podskoczyłam. - Nie ma mowy!
- Justin! - ja również krzyknęłam. - Pozwól mi. - wybłagałam.
- Lily, wiesz jakie to niebezpieczne? - przybliżył się do mnie. - Gdyby coś ci się stało, to chyba bym się zajebał. - gładził ręką po moim policzku. - Poza tym ja się tym już nie zajmuję.
- Justin, nie zaczynaj. - odłożyłam jego rękę na jego nogi. - To kto się tym zajmuje? - chciałam się dowiedzieć.
- Moi kumple. - jak na zawołanie do salonu weszło dwóch chłopaków, wydawali się jacyś znajomi. Nie myliłam się, znałam ich bardzo dobrze.
- Harry? Liam? - wytrzeszczyłam oczy.
- Lily? Co ty tu robisz? - Liam od razu zaczerwieniał, a Harry był zmieszany tą sytuacją.
- A wy? Przecież wyjechaliście? - nie ukrywam, że na ich widok złapały mnie dreszcze, nadal się ich bałam.
- Co tu się dzieje? Skąd wy się kurwa znacie? - Justin był zdezorientowany.
- Może Liam opowiesz co? - uśmiechnęłam się ironicznie do niego? - Widzę, że mowę ci odjęło. Więc ja opowiem. Liam "zaszczepił" mnie narkotykami. Wstrzyknął mi kiedyś to gówno, choć się opierałam. Potem czternastolatka zaczęła ćpać. Śmieszne co nie? - zaczęłam się śmiać, lecz do moich oczu napłynęły łzy. Kątem oka spojrzałam na Justina, był wkurwiony, bardzo.
*oczami Justina*
- Co za skurwysyn z ciebie, żeby dawać czternastolatce prochy. Posrało cię? - wstałem i rzuciłem się na Liama, ale Lily szybko nas rozdzieliła.
- Justin, uspokój się, było minęło. - spojrzała na mnie, po czym z powrotem usiadłem na kanapie. Po chwili ciszy Harry zaczął rozmowę.
- Byliśmy u Zayna, jest załamany. Jego laska kopnęła go w tyłek. - chłopaki usiedli na kanapie obok mnie.
- To wy znacie Zayna? - Lily spojrzała na nich z wielkim zdziwieniem.
- Znamy a co? - Harry patrzył na Lily.
- To przez was o ćpa, tak? - Lily wpadła w szał, ale niestety bardzo się myliła.
- Lily, spokojnie, nie przez nas. - Liam uniósł ręce ku górze.
- Lily, to nie przez nich. - wydukałem.
- To niby przez kogo? - dziewczyna uspokoiła się i usiadła ponownie na kanapie.
- Lily.. Ja Zaynowi pierwszy raz podałem prochy...

____
cześć!
i proszę, 2 rozdział jest. :)
ale widzę, że jest was bardzo mało.
tak jak zapowiadałam, rozdziały są krótkie.
myślę, że 2 rozdział wam się spodoba. zapraszam do czytania!
czytasz? - komentuj, a mnie motywujesz do pisania.

9 komentarzy:

  1. Jezu jakie emocje przy czytaniu! :O
    Czekam na 3 rozdział ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe ff!
    czekam na dalszy rozwój akcji, skarbie!

    OdpowiedzUsuń
  3. dopiero 2 rozdziały a ja już wiem że to będzie SUPER opowiadanie :* czekam na kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. zakochałam się w tym ff <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To opowiadanie jest super kocham cie. Możne i jest na razie mało osób ale zobaczysz z każdym rozdziałem będą przychodzić nowi ;) ( mam pytanie rozdziały będą mniej więcej co miesiąc czy tylko w tedy kiedy będziesz miała czas ?) Kocham i czekam na kolejne :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozdziały będę dodawała, jak będę miała czas. zbliżają się wakacje, więc teraz powinny być częściej. ;)

      Usuń
  6. Kiedy rozdział ? ;) czekamy już miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam was kochani, ale wiecie jak to jest na koniec roku...
      już zabieram się do pisania! :)

      Usuń