*oczami Lily*
Zrobiłam sobie małą drzemkę. Przypomniałam sobie, że muszę dać znać ojcu, gdzie się znajduję. Napisałam mu, że spotkałam Liama, zagadałam się z nim, było późno, więc prześpię się u niego. Z czołgałam się z łóżka i powoli zeszłam na dół. Było pusto.
- Justin? - spytałam, lecz odpowiedzi nie uzyskałam. Znalazłam karteczkę na blacie kuchennym. "Lily, Zayn jest już aresztowany. Dałem mu w mordę i teraz policja zatrzymała mnie. Nie martw się, powinienem wrócić. Rozgość się, czuj się jak u siebie. Odpoczywaj. - Justin". - Cholera. - szepnęłam. Od razu wycisnęłam numer do Liama. Znów stał mi się bliski.
- Halo? - usłyszałam w słuchawce.
- Cześć. Możesz przyjechać do Justina? I to szybko. - powiedziałam w pośpiechu.
- Jasne, zaraz będę. - rozłączyłam się. Czekałam na niego jakieś 10-15 minut. Po chwili wszedł do domu. - Co jest? - wręczyłam mu karteczkę, przeczytał ją, a potem zgiął i wyrzucił. - Chcesz jechać, prawda? - spojrzał na mnie "spod byka".
- Zgadłeś. - Liam się tylko uśmiechnął i zachęcił mnie ręką, abym poszła do samochodu. Tak też zrobiłam. Ruszyliśmy w stronę komisariatu. Sama nie wiedziałam, kogo chcę tam odwiedzić. Jednak po dzisiejszym dniu, chciałam wyciągnąć stamtąd Justina. Po chwili byliśmy na miejscu. Weszliśmy do środka, od razu zauważyłam Justina siedzącego na krześle na korytarzu.
- Lily? - zdziwił się, ale nadal był uśmiechnięty.
- To ja. - usiadłam obok niego.
- Miałaś odpoczywać, a ty stary, masz przesrane, że ją nie dopilnowałeś. - wskazał palcem na Liama, po czym obaj zaczęli się śmiać.
- Ej, nie masz żadnych prochów przy sobie? - szepnął Liam w stronę Justina.
- Już od dwóch dni nie biorę, bo nie mam, także spokojnie. - przypomniałam nagle sobie, że przecież Justin też ćpa.
- Przesłuchiwali cię? - szybko zmieniłam temat.
- Tak, teraz przesłuchują Zayna i pewnie będą przesłuchiwali i ciebie. - Justin delikatnie pogładził moją rękę, a ja poczułam dreszcze, przyjemnie dreszcze.
- Dobrze. - również pogłaskałam dłoń Justina, dodałam mu otuchy.
- Pan Bieber? - z jednej z sal wyszedł policjant.
- To ja. - Justin wstał.
- Pójdzie pan z nami. - powiedział stanowczo.
- Gdzie? Przecież byłem przesłuchiwany. - Jus bezradnie rozłożył ręce.
- Tak, wiem, ale aresztowany musi pana rozpoznać. - policjant podszedł do Justina i popchał go delikatnie do przodu. Poszli do sali, a ja zostałam z Liamem.
- Jeszcze przeze mnie tyle kłopotu. - typowa ja, obwinianie się za krzywdy świata.
- Mała, gdyby Justin nie chciał, nie zrobił by tego, ale chciał. - Liam usiadł obok mnie i rozłożył się na krzesełku wzdychając.
- W sumie to masz rację. - siedziałam i czekałam, ale na co, sama nie wiedziałam.
- Panna Lily Jones? Jest tu obecna? - z sali w której był Justin, wyszedł ten sam policjant.
- Jestem. - udałam się w kierunku policjanta.
- Zapraszam. - weszłam do środka, Zayn siedział na krześle w kajdankach, Justin siedział po przeciwnej stronie i się uśmiechał. Usiadłam na krześle, które stało na środku pokoju.
- Dobrze, proszę powiedzieć co zdarzyło się dnia 20 maja bieżącego roku?
- Poszłam do Zayna, powiedziałam mu, że koniec z nami, a on potraktował mnie tak, jak potraktował. - naprawdę było mi ciężko o tym mówić.
- Co pani dokładnie zrobił? - policjant robił notatki.
- Dusił, szarpał za włosy, zapchał ze schodów. - wzrok utrzymywałam na swoich dłoniach.
- Zasłużyłaś. - do rozmowy włączył się Zayn.
- Cicho! - upomniał go policjant.
- A co będzie z Justinem? - skierowałam pytanie do policjanta.
- Mała, będzie dobrze. - usłyszałam głos Justina.
- Pan Bieber jest wolny, nie było żadnego uszczerbku na zdrowiu, dział w obronie pani. - kamień spadł mi z serca. Kątem oka spojrzałam na Justina, nadal był uśmiechnięty.
- A Zayn? - właściwie nie wiem, czemu spytałam.
- Pan Malik zostaje tymczasowo aresztowany. O jego losie zdecyduje sąd. Dziękuje państwu, są państwo wolni. - policjant wstał z miejsca i pokierował nas do drzwi. Wyszliśmy na zewnątrz, usiadłam na krześle, schowałam twarz w kolana i zaczęłam płakać.
- Co jest? - Justin kucnął obok mnie.
- Straciłam osobę, którą kochałam. To jest okropny ból. Ktoś po prostu wyrwał mi serce. - uniosłam wzrok na Justina.
- Wiem Lily co czujesz. - co miał na myśli? Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
*oczami Justina*
Postanowiłem powiedzieć Lily nieco o moim życiu.
- Wiesz mała, zacząłem ćpać przez nieudaną miłość.
*wspomnienie*
Siedziałem w parku umówiony z Jennifer. W oddali zobaczyłem długonogą blondynkę, zdecydowanie to była moja dziewczyna. Podbiegłem do niej i namiętnie pocałowałem.
- Cześć skarbie. - powiedziałem przerywając pocałunek.
- Cześć. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Jak samopoczucie słonko? - splotłem nasze palce i ruszyliśmy przed siebie.
- Średnio. Mam ochotę kupić kilka ciuszków. - zatrzepotała rzęsami.
- Nie ma problemu. - praktycznie zawsze kupowałem jej ubrania, rodzice są dziani, a jej się nie przelewa. Udaliśmy się do jednej z nielicznych galerii handlowych. Zaczęliśmy rundkę po sklepach. Miałem już kilka siatek. W ostatnim sklepie ktoś ją zaczepił.
- Jennifer? Co ty tu robisz? Tu szukasz pracy? - odwróciłem się i zobaczyłem czarnoskórego mężczyznę koło trzydziestki.
- Pan mnie musiał z kimś pomylić. - widziałem po jej minie, że jest zakłopotana, nie wiedziałem o co chodzi.
- Przestań, zapomniałaś o wczorajszym dniu? - zacząłem się niepokoić, więc stanąłem obok Jen.
- Nie rozumiem. - ona ciągle zaprzeczała.
- A ty jesteś jej facetem? - czarnoskóry mężczyzna zaczął się śmiać.
- Jestem, a co? - przymrużyłem oczy.
- Śpisz z laską, która śpi z całym miastem. - facet po porostu kpił ze mnie, a ja nie rozumiałem dlaczego.
- Może jaśniej? - spytałem.
- Jesteś z prostytutką. - zaczął się śmiać na cały głos, a moja szczęka walnęła o podłogę.
- On gada prawdę? - uniosłem głos w stronę Jen.
- Ja ci to wytłumaczę. Po prostu nie mam pieniędzy, a chcę mieć swoje oszczędności. Po prostu tak wyszło, zrozum mnie. - zaczęła płakać.
- Jesteś pojebana! Spać z facetami za hajs. Od ilu to robisz i mnie okłamujesz? - zacząłem na nią krzyczeć, ale innego wyjścia nie było.
- Od prawie roku. - załamałem się, w ciągu roku spałem z nią sporo razu, mogłem się czymś zarazić.
- A od ilu jesteśmy razem? Półtora roku. Okłamujesz mnie większość naszego związku. Przyznaj się, że nie zależy ci tylko na hajsie, ale po prostu lubisz się pieprzyć. A może mnie nie kochasz, tylko chcesz, abym płacił za ciebie? - wrzeszczałem jej prosto w twarz, ona spuściła głowę. - Wszystko jasne. - wyszedłem wściekły z galerii handlowej, po drodze rzuciłem zakupy w kąt.
Chciałem się odstresować. Przyszedł mi pomysł, aby spróbować czegoś nowego. Poszedłem do parku, zaczepiłem dilera, sprzedał mi jakieś prochy. Poszedłem do domu i wziąłem.
*koniec wspomnienia*
- Potem ćpałem z ćpunami w parku, napatoczyłem się na Liama, a Liam poznał mnie z Harrym. Kilka tygodni później po ukończeniu szkoły rodzice wywalili mnie z domu, bo nie chciałem się leczyć. Wszystko przez jedną szmatę. - spojrzałem na Lily, była zdziwiona, więcej z jej wyrazu twarzy nie mogłem wyczytać.
- Nie nazywaj tak kobiet. - zwróciła mi uwagę za słownictwo.
- Przepraszam. - znów byłem w pozycji stojącej.
- Chcę wrócić do domu Justin. - wymamrotała po czym wstała i udała się do wyjścia.
- Podwieziesz nas? - zwróciłem się do Liama.
- Jasne. - wyszliśmy za Lily. Liam odwiózł nas do mojego domu. Widziałem, że Lily jest bardzo zmęczona dzisiejszym dniem.
- Może naszykuję ci gorącą kąpiel? - spytałem, kiedy Lily wchodziła na górę.
- A mógłbyś? - nagle znalazła się obok mnie i trzepotała rzęsami.
- Oczywiście aniołku. Dam dużo piany i płatek róż. - patrzyłem jej głęboko w oczy, były fascynujące.
- Uwielbiam cię! - ucałowała mój policzek i uciekła na górę. Poszedłem na piętro do łazienki, nalałem dużo płynu do kąpieli, odkręciłem wodę na odpowiednią temperaturę i dodałem płatki czerwonych róż. Znalazłem dwie duże świecie, więc postawiłem je na półce znajdującą się nieopodal wanny. Po kilku minutach wanna była zapełniona wodą.
- Lily, kąpiel gotowa. - powiedziałem pukając w drzwi od sypialni.
- Już idę, tylko. - otworzyła drzwi. - Dasz mi coś do spania? - uśmiechnęła się.
- Jasne, tylko zaczekaj. - poszedłem do sypialni, otworzyłem szafę, w której miałem same elegancie koszule. - Wybieraj. - zachęciłem ją ręką.
- O matko. - wytrzeszczyła oczy. - To poproszę tą. - wzięła niebieską koszulę.
- Bierz. - zamknąłem szafę.
- To idę. - jeszcze nigdy nie widziałem jej tak uśmiechniętej. Zrobiłem mały porządek w pokoju, aby Lily nie musiała tego robić. Po chwili usłyszałem jej pisk i głośne słowa "Matko!". Zaalarmowany podbiegłem pod drzwi łazienki.
- Lily, wszystko dobrze? Coś ci się stało? - zapukałem. Po chwili uchyliły się drzwi, zobaczyłem zapłakaną Lily w samej bieliźnie. Mój wzrok zatrzymał się na siniakach na brzuchu. Były ogromne.
- Patrz co on mi zrobił. - nagle zaczęła się trząść, nie wiedziałem co zrobić, ona sama podeszła do mnie i mocno się przytuliła. Objąłem jej drobne ciało swymi ramionami. Wyglądała jak małe bezbronne dziecko, a jednocześnie jak seksowna kobieta. - Przepraszam. - otarła łzy rączkami.
- Pamiętaj, że masz mnie, Liama i Harrego, tak? - delikatnie trzymałem jej ramiona. Nic nie odpowiedziała, tylko kiwnęła głową i wróciła do łazienki. Miałem ochotę zabić tego skurwiela, ale wiedziałem, że mogę trafić nawet za kratki. Skończyłem porządki w pokoju, udałem się do kuchni w celu zrobienia kolacji. Było już późno, więc zrobiłem szybkie kanapki. Usłyszałem małe kroki na schodach, Lily była już uśmiechnięta, cieszyłem się z tego powodu. Usiadła na krześle obok stołu. Nic nie mówiła, tylko jadła.
- Smaczne. - uśmiechała się.
- Widzisz jaki kucharz ze mnie. - ja również jadłem.
- Justin, mam takie pytanie. - przerwała jedzenie.
- Słucham? - patrzyłem na nią.
- Myślałeś kiedyś, aby przestać ćpać? Zmienić coś w swoim życiu? - zaskoczyło mnie jej pytanie.
- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Przywykłem do tego trybu życia. - uważnie się jej przyglądałem, nie wiedziałem co ma na myśli.
- I nie chcesz zobaczyć się z rodzicami? - przyznam, szokowały mnie jej pytania.
- Sądzę, że oni tego nie chcą. - straciłem apetyt, Lily też.
- Czemu jesteś taki pewny? - Lily odsunęła od siebie talerz z kanapkami.
- Znam ich za dobrze. - zacząłem sprzątać ze stołu. Milczeliśmy chwilę.
- Idę spać, dobranoc Justin. - powiedziała czule po czym udała się na górę.
- Dobranoc. - odpowiedziałem po czym udałem się do "pokoju gościnnego". Wziąłem potrzebne rzeczy wziąłem prysznic. Wytarłem ciało i nałożyłem bokserki. Nie miałem zamiaru spać inaczej, bo pod moim dachem jest Lily. Podszedłem do lusterka, ułożyłem włosy, a na koniec je wysuszyłem. Udałem się do pokoju, położyłem się na łóżko i zasnąłem.
*
Obudził mnie dźwięk otwierających się drzwi. Otworzyłem oczy, w pokoju panowała jeszcze ciemność.
- Justin? - to był głos Lily.
- Mała, co jest? - zaświeciłem lampkę, która stała obok mojego łóżka. Lily usiadła obok mnie.
- Byłam na dole, aby się czegoś napić i ktoś otwierał kluczem drzwi do domu. Przeraziłam się i przybiegłam do ciebie. - spojrzałem na nią z lekkim niedowierzaniem, przecież nikt nie miał kluczy do mojego domu.
- Jesteś pewna? - wstałem z łóżka, zaraz poczułem wzrok Lily na sobie.
- Jestem pewna Justin. - przytaknęła głową.
- Zostań, pójdę sprawdzić. - nie ukrywam, sam byłem lekko zdziwiony jak i przestraszony.
- Nie, nie zostanę sama. - zaraz złapała się mojej ręki i zeszliśmy na dół. Zaświeciłem światło, zwiedziłem wszystkie zakamarki, lecz nikogo nie było. - Może sprawdź drzwi wejściowe. - wyszeptała Lily, która trzymała się mojej ręki.
- Masz rację. - podszedłem do drzwi i złapałem za klamkę, faktycznie były otwarte. Chciałem zadzwonić na policję, ale mogę mieć w domu prochy.
- Justin, boję się. - Lily praktycznie wisiała mi na szyi.
- Nie bój się, wszystko jest pod kontrolą. - pogłaskałem ją po dłoni, następnie zamknąłem drzwi i wróciliśmy na górę.
- Mogę spać z tobą? - dziewczyna trzepotała rzęsami, w jej oczach gościł strach.
- Nie widzę problemu, ale jeśli mnie się boisz, to musisz przynieść oddzielną kołdrę. - zaśmiałem się.
- Ufam ci. - oboje staliśmy nad łóżkiem w pokoju gościnnym.
- Skoro tak. - położyłem się na łóżku, mała zrobiła to samo. Przykryłem nas kołdrą, Lily odwróciła się plecami do mnie.
- Dobranoc Justin. - usłyszałem.
- Dobranoc Lily. - odpowiedziałem.
*
Obudziłem się sam z siebie. Chciałem się podnieść, lecz coś mi przeszkodziło. Spojrzałem na swoją klatkę, leżała na niej ręka Lily, a na ramieniu jej głowa. Kilka dni temu bym to wykorzystał, ale teraz poznałem Lily, wiem jaka jest. Nie chciałbym jej skrzywdzić. Delikatnie wziąłem jej rękę i odłożyłem na łóżko. Wstałem, nałożyłem szare dresy i udałem się na dół. Ciągle chodziło mi po głowie to wczorajsze zamieszanie, byłem kompletnie zdezorientowany. Poczułem straszną ochotę na marychę, otworzyłem szufladę w salonie, poszperałem - pusto. Poszukałem prochów - pusto.
- Cholera. - wydukałem.
- Coś się stało? - poczułem malutkie dłonie na moich plecach.
- Nic, nic. - odwróciłem się w stronę Lily. - Obudziłem cię? - wróciliśmy do kuchni.
- Nie, chciałam się na ciebie położyć, ale znikłeś. - zaśmiała się.
- Prowokujesz, ach prowokujesz. - pokręciłem głową.
- Oj zdaje ci się. - usiadła na blacie. - To co jemy? - rozglądnęła się po kuchni.
- Myślałem, że ty coś zrobisz. - podrapałem się po głowie.
- Wiesz, nie jestem głodna. - zeszła z blatu i zaczęła chodzić po kuchni śmiejąc się.
- Brałaś coś? - zaśmiałem się podchodząc do niej.
- Coś ty, już nie biorę. - no tak, historia z Liamem.
- Na pewno? - spojrzałem jej w oczy, były naturalne.
- Na pewno tato. - parsknęła śmiechem.
- No dobra, to co jemy? - usłyszałem pukanie do drzwi.
- Otworzę. - Lily pośpiesznie poleciała do drzwi, otworzyła, był to Liam i Harry.
- Ołł, co tu się dzieje? - Liam przeleciał wzrokiem Lily, która była nadal w mojej koszuli, wiedziałem dobrze, co chciałby zrobić w tym momencie.
- Kontrola. - Harry wpadł do domu, za nim Liam.
- Nic, jesteśmy grzeczni! - uniosłem ręce do góry.
- Jasne Bieber, za dobrze cię znam. - Liam rzucił mi mały woreczek z białą zawartością, wiedział czego mi trzeba było do pełnego szczęścia.
- Dzięki stary. Hajs tam gdzie zawsze. - krzyknąłem w jego stronę. Zapomniałem, że Lily na to patrzy.
- Justin. - nagle Lily wyrwała mi woreczek z ręki. - Nie chcesz tego brać. - widziałem na jej twarzy złość.
- Słuchaj Lily, dobrze wiesz, że jestem ćpunem. Wiedziałaś, do kogo się pakujesz. - właściwie to chyba trochę przesadziłem.
- Justin, chcę ci pomóc. - co ona pieprzy?
- Chcesz pomóc ćpunowi? - zacząłem się śmiać. - Mała, nie bądź śmieszna.
- Justin! - dostałem z liścia. Był to jej błąd...
_______________
proszę, rozdział 4 gotowy. jest was bardzo mało - dlaczego? chcecie abym dalej pisała, to możecie "rozsławić" bloga, ponieważ nie opłaca mi się pisać dla kilku osób..
komentujesz=motywujesz!
O ja dlaczego go uderzyła z liścia mogła go pocałować żeby Jus miał powód do skończenia z ćpaniem a nie dawać mu z liścia i czemu to był jej błąd ! Rozdział genialny jak byli u niego w domu :3 aww czekam na kolejne !!
OdpowiedzUsuńkurcze genialny!!
OdpowiedzUsuńNajlepszy rozdział ever <3
OdpowiedzUsuńdlaczego Juju taki jest? :((
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny <33333
NAJLEPSZY!
OdpowiedzUsuńciekawe kiedy nareszcie będą razem!!
czekam na 5 rozdział ��
OdpowiedzUsuńJUSTIN, WHY ?? :O
OdpowiedzUsuńMogą nie być w cale ( ale w tedy było by beznadziejnie) :D
OdpowiedzUsuńkiedy rozdział? :*
OdpowiedzUsuńchciałabym jak najszybciej, ale nie mam weny. :(
Usuńlecz staram się i powoli kończę! :)
czekajcie. :))